Mój wybór, moja droga
Od kiedy pamiętam zawsze miałam coś wspólnego ze sportem. Jak nie w szkole, to na podwórku: noga, siatka, kosz, baseball, bieganie, a nawet pchnięcie kulą. Jednak żaden z tych sportów nie dawał mi pełnej satysfakcji, czułam że czegoś mi brakuje.
Nie miałam łatwego dzieciństwa, więc sport był niejako ucieczką od domowych problemów. Mieszkałam w miejscu, gdzie bójki między podwórkowe były dość częste, a ja przyznaję, nie byłam aniołkiem. Któregoś dnia zostałam napadnięta i pobita, wokół mnie nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. Nie umiałam się bronić, czekałam na koniec.
Kilka dni po tym zdarzeniu zaproponowano mi zajęcia z Kickboxingu i od tego wszystko się zaczęło. Pamiętam jak dziś, a minęło już prawie dziewięć lat, zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu, a ja nie mogłam doczekać się treningu. Odliczałam godziny do rozpoczęcia zajęć i nie przeszkadzał mi fakt, że sala była położona na drugim końcu miasta, byłam tam już godzinę przed rozpoczęciem.
Na początku chciałam dorównać kolegom, wykonując jak najlepiej ćwiczenia, zadania i zaimponować swoją ciężką pracą trenerom. Przez pierwsze dwa lata nie opuściłam ani jednego treningu. Moje wymagania wobec siebie wciąż rosły. Zapragnęłam wystartować na zawodach. Zmieniłam trenera, który umożliwiłby mi start. Ciężko pracowałam, trenowałam codziennie, aż pewnego dnia trener uznał, że jestem gotowa. Pierwsze zawody, drugie, trzecie…dostałam się do Kadry Polski. Jednak moja kariera nie trwała długo.
Zrezygnowałam z Kickboxingu na rzecz Taekwon-do. Po pierwszym miesiącu treningu wyjechałam na zawody za granicę, wygrałam. Taekwon-do oprócz walki składa się z układów formalnych, których nauka sprawiała mi trudności. Powodowało to, że czułam się niepełnowartościowym zawodnikiem. Szukałam dalej.
Od znajomych z Kickboxingu dowiedziałam się o nowo powstałej grupie, gdzie trenowano nie znany mi wcześniej sport, Muay Thai. Pierwsze treningi nie sprawiały mi dużych problemów, gdyż były podobne do wcześniejszych, dopóki trener nie wprowadził typowych technik boksu tajskiego, a mianowicie: łokcie, kolana i klincz. Uznałam, że jest to kolejne wyzwanie dla mnie. Pomimo nie najlepszego startu zawodniczego wciąż myślę o kontynuowaniu walki.
Nie interesuje mnie taniec, balet, fitness ani inne formy ruchu przypisywane kobietom. Moim sportem jest walka, Muay Thai i nie czyni mnie to mniej kobiecą od innych. Mam wysportowana sylwetkę, dobrą kondycję, a w chwili zagrożenia potrafiłabym się obronić.
Dzięki sztukom walki poznałam wspaniałych ludzi. Pomogli mi oni wybrać życiową drogę. Skończyłam szkołę, zdałam maturę, dostałam się na studia. Dziś jestem nauczycielem wychowania fizycznego specjalnego.
Wiek absolutne nie stanowi bariery w dalszym trenowaniu ani w rozpoczęciu przygody ze sportami walki. Każdy tutaj znajdzie coś dla siebie, a ja póki mogę - będę trenowała.